W każdej paczce jest jeden nierozliczony zakład, o którym kłótnia trwa latami. Nigdy nie chodzi o mecz. Chodzi o to, co naprawdę było ustalone. Oto jak to zrobić porządnie.
Typ, druga strona i to, co jest w grze, wszystko ustalone przed meczem. Po gwizdku żadnych zmian.
Na tym umierają zakłady między kumplami: nikt nic nie zapisuje i po trzech tygodniach jeden pamięta dychę, a drugi "no może piwo". Clashly istnieje dokładnie po to: typujesz, kumpel klika link i bierze drugą stronę, warunki zamrożone.
Najuczciwsza zasada: nikt nie rozlicza zakładu sam. Jeden zgłasza wynik, drugi potwierdza. Spór oznacza unieważnienie i nikt nie wygrywa. To właśnie dlatego bilansu nie da się oszukać.
Pieniądze między znajomymi robią się niezręczne. Fanty nie. Przegrany stawia piwo, nosi koszulkę zwycięzcy, publicznie przeprasza na grupie, śpiewa hymn klubu rywala na głosówce. Fant z czasem robi się śmieszniejszy; dycha idzie w zapomnienie.
Cały sens zakładu z kumplem to móc go wypomnieć. Bilans głowa w głowę, kto co typował, kto zbottlował, kto spłacił fant a kto dalej wisi. To różnica między kłótnią a rywalizacją.
Prywatny zakład między znajomymi bez bukmachera i bez prowizji to prywatna umowa. Clashly nie trzyma żadnych pieniędzy: brak stawek, brak nagród, to licznik wyników, nie hazard. 18+.
Nie, nigdy. Cokolwiek jest w grze, rozliczacie między sobą. Clashly trzyma wynik i paragony.
Rzuć wyzwanie ziomkowi →